poniedziałek, 3 listopada 2014

Pałac Guell

Eusebi Güell i Bacigalupi  – kataloński inżynier i przedsiębiorca, mecenas i przyjaciel secesyjnego architekta Antonia Gaudíego. Spotkał Gaudíego w Barcelonie na początku jego kariery i będąc pod wrażeniem jego projektów finansował niektóre z nich. Na zlecenie Guella Gaudi zaprojektował dla niego rezydencję przy Ramblach. Pałac został oddany do użytku z okazji Wystawy Światowej w 1888 roku, ale prace w środku trwały jeszcze dwa lata. 
W 1984 roku trafił na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Pałac jest zaskakująco doskonały w swojej funkcjonalności. 
Jest też piękny w każdym przemyślanym szczególe.
Dolna część budynku przeznaczona została na stajnie. Na półpiętrze mieściły się pracownia i biblioteka Guella, archiwum i poczekalnia. 




Stamtąd schody prowadziły do góry, do jadalni z kominkiem, sali bilardowej, saloników przeznaczonych dla córek do nauki muzyki i sztuki. Wszystkie te pomieszczenia są przechodnie, z każdego jest wejście do jadalni. 




Centrum pałacu stanowi salon zwieńczony kopułą. Tu odbywały się uroczystości i zebrania, ale również nabożeństwa, ponieważ po otwarciu drzwi na jednej ze ścian pokój zmieniał się w kaplicę. Na trybunie na półpiętrze grali muzycy. 






Prywatne komnaty znajdowały się zaś na drugim piętrze rezydencji. 
I gdzieś tam właśnie znalazłam ten "zagadkowy" kibelek uwieczniony na zdjęciu :)

Charakterystyczny dla bajkowego stylu Gaudiego jest głównie dach, z którego wyrasta 20 kolorowych kominów, udekorowanych ceramiką, szkłem, marmurem i porcelaną. 






Dla mnie szokiem była ta ciasnota architektoniczna, pałac sprawia wrażenie "plomby" wciśniętej między pośledniejsze domy i kamienice, chociaż zapewne było odwrotnie.

Ponieważ zdjęcia z komórki jakie są każdy widzi, a był zakaz używania lampy błyskowej, to zainteresowanych odsyłam na stronę pałacu, gdzie znajdziecie plany i zdjęcia. 


19 komentarzy:

  1. No przeciez mowilam, ze jakies Maroko, czy cus. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No masz. Można było się domyśleć. Kocham Gaudiego. A witraże w pałacu, omamuniu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje "Kocham Gaudiego" zainspirowało mnie i już czeka następny post "w temacie" ;)

      Usuń
    2. Ha! Ma się tę moc sprawczą!

      Usuń
    3. ha, niech ta moc będzie z Tobą wciąż ;)

      Usuń
  3. A nas tam nie zabrali buuuuuu....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. następnym razem musisz się tam sama zabrać :) za pierwszym razem i mnie tam nie zabrali, ale wtedy to była jednodniowa wycieczka z Costa Brava do Barceloby - wystarczyło, żebym nabrała na nią apetytu :)

      Usuń
  4. Jednak nie Włocławek, tak podejrzewałam, bo ten niebieski kibelek coś za duży na naszą rodzimą ceramikę, a tak na poważnie, to zazdraszczam zwiedzania i oglądania tych cudności. Dobrze, że choć troszkę sie z nami dzielisz swoimi wrażeniami. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. na bieżąco na fb miałaś, tylko bez szczegółów ;) następny post tez jeszcze będzie w temacie

      Usuń
    2. i wdzięcznam Ci za to :)

      Usuń
  5. A ja wcale nie wiem czy mnie się ten post podoba...
    JAkieś takie niskie ludzkie instynkta we mnie wzbudza...zazdrość to sie chyba zowie :(
    ehh.. jak mnie tęskno... jak ja bym tam chciała pojechać, pooddychać, pospacerować... posłuchać jak mówią krzycząc i łapkami przy tym wymachują
    ehh...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no przecież jeszcze tam pojedziesz, nie ma innej opcji, nie płakaj! :)

      Usuń
    2. Masz rację tylko... kiedy??!!

      Usuń
    3. "wszystko ma swój czas ..."

      Usuń
  6. Niesamowite wnętrza...kibelek iście...imponujący!

    OdpowiedzUsuń