Ostatnie dni, a nawet tygodnie mam jakieś ciągle w biegu, wciąż z zegarkiem i kalendarzem przed oczami (oczyma?). Sporo się działo, na dodatek robota nie do przerobienia, a terminy goniły. Siedziałam więc po 10 - 12 godzin w papierzyskach (nie, żeby z tego kasa jakaś była dodatkowa, kiedyś odbiorę sobie wolne dni). W piątek ogarnęłam już te najpilniejsze sprawy i zatęskniłam za dłuższym spacerem. Na dodatek słońce bardzo kusząco zaglądało przez okno. Skusiło też moją siostrę, więc postanowiłyśmy razem spędzić sobotnie popołudnie.
A jak spacer, to wiadomo gdzie :)
A późne popołudnie w zasadzie z jednego powodu - panda mała (my love!) prowadzi nocny tryb życia i dopiero najwcześniej po 16:30 można z nią (nim) pogadać ;)
:)








