Ona przyjechała z Warszawy do dziadka,
jego przywiozła z Wrocławia babcia.
Radość ze spotkania podobno była ogromna.
Znają się od urodzenia.
Po ubiegłorocznej wizycie Zuzi we Wrocławiu
Aleksander opowiadał o niej koledze
jako o "żonie z Warszawy" ;)
Prawie rok się nie widzieli,
więc musieli szybko nadrobić zaległości.
Za szybko. I była rozpacz wielka.
Ona dziś poleciała na dalsze wakacje,
on płacząc szukał swojego paszportu.
No bo co to za porządki,
żeby żona męża w domu zostawiała??



Najprawdziwszy dramat:)
OdpowiedzUsuńżeby tylko do rozwodu nie doszło! ;)
UsuńZnam ja te wszystkie głupstwa; kiedy dzieci para
OdpowiedzUsuńKocha się, to tam u nich nieszczęść co niemiara!
To cieszą się, to znowu trapią się i smucą;
To znowu, Bóg wie o co, do zębów się skłócą;
To stojąc w kątkach jakby mruki, nie gadają
Do siebie, czasem nawet w pole uciekają.
Jeżeli na was raptus podobny napada,
Bądźcie tylko cierpliwi, już jest na to rada;
Biorę na siebie wkrótce przywieść was do zgody.
Znam ja te wszystkie głupstwa, wszakże byłem młody...:)
Kłaniam nisko:)
ja też znam, a jakże ;) pięknie dziękuję i również pozdrawiam serdecznie :)
UsuńNo się nazywa pozytywny post, mimo zakończenia. Nie to co u mnie. Buziaki
OdpowiedzUsuńwierzę, że i u Ciebie w końcu słońce na dłużej zaświeci! buziaki :)
UsuńCudności tekst. I zdjęcia też. Gratuluję i serdecznie pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńdziękuję i również pozdrawiam serdecznie :)
Usuńmelodramat na trzy fotografie. Tylko co będzie jak "mąż" odnajdzie paszport? Dziadkowie wspomnianego szykujcie się do podróży. Jak nic ruszy w pogoń za ukochaną. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńmoże do tego czasu ona zdąży już wrócić? ;) ściskam
Usuń